Świadectwa

Świadectwa

     

Historia mojego powołania…

Na początku krótko się przedstawię. Jestem Michał mam 23 lata. Pochodzę z małej wsi, gdzie wychowywałem się w rodzinie katolickiej. Skończyłem Technikum Budowano- Geodezyjne. Potem na dwa lata wyjechałem do pracy w Belgi, gdzie również zaocznie studiowałem. Na dzień dzisiejszy kończę pierwszy rok w Archidiecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku.

Przez większość życia moim planem samorealizacji było zrobienie kariery zawodowej, wysokie zarobki i ładna dziewczyna, czyli wymarzone życie bez problemów. O zostaniu księdzem pomyślałem będąc w gimnazjum podczas rekolekcji powołaniowych Księży Werbistów.

Potem gdy skończyłem gimnazjum, zacząłem fascynować się urokami tego świata i myśl o kapłaństwie odeszła. Przez cały okres szkoły średniej kształciłem się z myślą, iż zostanę geodetą. Dla relaksu bawiliśmy czasami się w niektóre weekendy z grupką przyjaciół w klubach.

W trakcie szkoły poznałem dziewczynę, wszystko więc było dobrze do momentu, kiedy było trzeba zadecydować, co dalej po szkole średniej. Nie miałem pomysłu, a chciałem robić coś, co będzie mnie pasjonowało. Wyjechałem więc do Belgii. Zacząłem tam pracować. Znalazłem pracę w tamtejszej firmie. Miałem świetne warunki do poznawania innych kultur, narodowości, oraz jak na młodego chłopaka zarabiałem, dużo pieniędzy. Po drodze zacząłem studiować zaocznie w Brukseli, a więc wszystko w miarę szło po mojej myśli.

Wygląda to pięknie, ale w środku czułem, że coś nie gra, że to - jak sobie układam życie - nie daje mi spełnienia. Dziwiłem się, bo miałem dużo z tego co chciałem. Jednak czułem, że to nie moje miejsce. Borykałem się też z osobistymi problemami, pustką itp. Zacząłem szukać czegoś co wypełni tą przestrzeń. Chociaż chodziłem w każdą niedzielę do kościoła i modliłem się codziennie, to z dzisiejszej perspektywy stwierdzam, że Bóg nie był na pierwszym miejscu. Wtedy to uczucie pustki wzmogło się do tego stopnia, że postanowiłem coś zmienić w swoim życiu, znaleźć jakieś lekarstwo na to uczucie.

Pewnego dnia z pomocą przyszły mi konferencje ks. Piotra Glasa i ks. Piotra Pawlukiewicza. Byłem zafascynowany tym, że księża opowiadają o dzisiejszych problemach młodych ludzi i dają recepty na nie w oparciu o Słowo Boże. Najlepsze było to, iż sprawiali wrażenie, że żyją tym co mówią. Strasznie się tym zafascynowałem. Zacząłem czytać Pismo Święte i inne książki katolickie, żeby sprawdzić czy rzeczywiste Bóg załatwi te najgłębsze pragnienia. Podjąłem bardziej szczegółową pracę nad sobą, swoim sposobie bycia, myślenia i modliłem się więcej niż zwykle. Byłem zaskoczony bo w tych praktykach odnalazłem spokój wewnętrzny i wtedy zrodziła sie myśl żeby pójść do seminarium i tak być blisko Boga, żeby pomagać innym przez pryzmat Słowa Bożego. Myślałem jednak, że to są moje wymysły i nie chciałem zrezygnować ze swoich planów założenia rodziny. Myśl ta jednak powracała codziennie i nie dawała mi spokoju. Walczyłem z tą decyzją. Postanowiłem więc poczekać kilka miesięcy przed podjęciem decyzji wstąpienia do seminarium i upewnić się na tyle, na ile jest to możliwe, co do słuszności wyboru tej drogi życia. Nic nie zmieniało się przez kilka miesięcy, więc postanowiłem wstąpić do seminarium. Decyzja ta była zaskoczeniem dla mojej rodziny, a szokiem dla znajomych.

Z perspektywy roku nie żałuję tej decyzji, moja relacja z Bogiem staje się ciągle żywsza, pustka i niepokój znikły. Reasumując, dziś czuje się tak jakbym realizował swoje powołanie życiowe.

maj 2014 r.

Michał